Formalnego wyrafinowania dzisiaj tu nie będzie – piszę szybko na kolanie, by wyeksportować z głowy jak najwięcej myśli zanim Młody skończy południową drzemkę i trzeba będzie kontynuować zapauzowany zapiernicz. Zatem – fakty, fakty, fakty. Dwa tysiące osiemnasty był rokiem owocnym i intensywnym. Co nie znaczy łatwym, gładkim i pełnym puchatych zajączków kicających uroczo po zielonej… Czytaj dalej (Długie) podsumowanie w biegu i na kolanie
Urojenia i kokony oraz grudzień ocalony
Nie lubię zimna. Albo inaczej. Zimno jest okej, jeżeli jest na zewnątrz. Na zewnątrz pomieszczenia, w którym się znajduję, na zewnątrz noszonego właśnie ubrania. Kiedy wchodzi do środka, tolerancja się kończy. Już go nie chcę, poszło precz i łapy proszę ciasno przy sobie. Ręce chowam w rekawiczki i głęboko w kieszenie, szalik ponad czubek nosa.… Czytaj dalej Urojenia i kokony oraz grudzień ocalony
East Side Story
Ten wpis miał nosić tytuł "Faza maniakalna". Miał, bo pisać go zaczęłam jeszcze w Lublinie. Lublinie najpiękniejszym ze wszystkich możliwych: u szczytu jesieni, w pachnącym suchymi liśćmi złotym październiku ze słońcem przymglonym mlecznym powietrzem. Szlajając się rytualnie po osiedlu Konopnickiej utwierdziłam się już chyba na amen w przekonaniu, że Lublin w październiku to najwspanialsze, co… Czytaj dalej East Side Story
O taniej hodowli owadów słów kilkanaście
Odkąd tylko pamiętam, od dzieciaka młodego, wszelkim przyjemnym nowościom w moim życiu towarzyszyło równie przyjemne uczucie. Coś jakby otworzyć szeroko okno w słoneczny, letni, pachnący dzień. Takie miłe mrowienie, świeżość i ekscytacja. Nawet, gdy jego przyczynie zdarzyło się na chwilę wylecieć mi z pamięci, uczucie to nadal siedziało mi na plecach smyrając przyjemnie i złażąc… Czytaj dalej O taniej hodowli owadów słów kilkanaście
A co się kurczę będę.
Uwaga, teraz będzie propaganda sukcesu. Wzięło mnie wczoraj na rzewne wspominki, kiedy to jeszcze niecały rok temu z kolanami z waty i rękami z galarety dziesięć razy na minutę męczyłam moją instruktorkę na placu manewrowym: - A jak to nacisnę, to wtedy nie ruszy? A jak to? To nie ruszy wtedy? A teraz? Nie ruszy,… Czytaj dalej A co się kurczę będę.
Bądźmy szczerzy.
No więc - bądźmy. Z moją weną do pisania jest jak z koniem z encyklopedii Benedykta Chmielowskiego - jaka jest, każdy widzi. A raczej każdy widzi, że nie ma jej kompletnie. Za to z weną do focenia jest zgoła inaczej. Ten temat kwitnie i ma się wyśmienicie. Gdyby więc przypadkiem kogoś z Was naszła ochota,… Czytaj dalej Bądźmy szczerzy.
Wściekła gąsienica, instynkt, wolna wola, czyli jak się nie dawać i wreszcie strzelić gola.
Do niedawna myślałam, że z tym wszystkim to jest tak: „Dziecko przekręciło się z brzucha na plecy” - no więc przyszła sobie cicho godzina zero i dziecko wzięło i się przekręciło. Albo: „Dziecko zaczęło raczkować w wieku tym a tamtym”. No to pewnie sobie leżało, leżało leżało i nagle pyk – raczkuje. W sensie popyla… Czytaj dalej Wściekła gąsienica, instynkt, wolna wola, czyli jak się nie dawać i wreszcie strzelić gola.
Noworocznie
W postanowieniach generalnie jestem raczej kiepska. Albo inaczej. Postanawianie jako takie idzie mi wyśmienicie. W sensie, że „Od jutra... / Od poniedziałku... / Od Nowego Roku...”. Kiedy jednak nadejdzie już Godzina „W”, nagle zaczyna brakować determinacji. A to czasu nie ma, a to obiad trzeba zrobić, a to nogi bolą, lub przynajmniej jedna, a to:… Czytaj dalej Noworocznie
(Prawie) suchy pysk
Karna szarlotka zrobiona, karne brownie też. Szarlotka poniżej, brownie już zeżarte. Na dniach będzie jeszcze jakiś karny sernik, bo znowu nie było wpisu w terminie – trochę życie, trochę leń. Za to dzisiaj o czymś, co się porobiło i co cieszy mnie bardziej niż sto kilo ciasta. Otóż. Pisałam już kiedyś z Marcinem w bebechach… Czytaj dalej (Prawie) suchy pysk
Swetry, dziary, lans na dzielni, jak tu uciec od patelni.
Ale się wpakowałam. Mąż przeczytał mój ostatni wpis. No i teraz nie ma zmiłuj – jeśli nie chcę gotować, muszę mieć przemyślenia. Cholera. Zegar tyka, czas umyka, a ja nadal nie wiem, o czym tu tym razem. Szukając inspiracji włączyłam nawet Fakty. Albo o – w sobotę wybieram się na warsztaty foto. Może tam coś… Czytaj dalej Swetry, dziary, lans na dzielni, jak tu uciec od patelni.