7 — kopia-2Eee… Zawsze mi trudno pisać notki w stylu bio.

No ale dobrze.

Imię i nazwisko: Maria Malinowska. Urodzona 4 września 1983 roku w Lublinie. Od maja 2015 zamieszkała w Gdańsku. Zawód 1: tłumaczka języka niemieckiego. Zawód 2: fotografka (chociaż tutaj to na razie tak bardziej wanna be). Żona Tomasza, mama Marcina i Krzysztofa.

A teraz może trochę mniej oficjalnie.

Pomimo bycia panią we wczesnym wieku średnim oraz statusu żony i matki wciąż niezbyt ogarnięta życiowo oraz emocjonalnie. Mental próbuje gonić za peselem; póki co – bezskutecznie. Z drugiej jednak strony nieustannie młody duch wciąż chce poznawać, odkrywać, pytać i rozkminiać. I robi to. Szuka, pyta, czyta, drąży. I się generalnie entuzjazmuje. A ta Malinowska lubi robić zdjęcia (a obrabiać jeszcze bardziej), czytać biografie i reportaże, a zwłaszcza historie osób po przejściach, które się owym przejściom nie dały i obecnie czują się trwale szczęśliwe. Od dawna rozkminia, czy Bóg jest, czy Go nie ma (chociaż bardziej jest skłonna uznać, że jest), a jeśli jest, to jaki jest. Kręci ją poznawanie Gdańska i całego Trójmiasta, a w rodzinnym Lublinie to wręcz lewituje. A już zwłaszcza na LSM-ie. Z przyczyn niezrozumiałych interesują ją blokowiska z płyty prefabrykowanej oraz czasy zimnej wojny. Co nie wiąże się z żadną wiedzą ekspercką. Możliwe jednak, że w jakimś stopniu tłumaczy zamiłowanie do solipsystycznych tańców improwizowanych na imprezach w stylu postpunk/coldwave.

I na razie to chyba tyle. Reszta wyjdzie gdzieś po drodze.