O tym, jak słowo stało się ciałem (i niech nim pozostanie)

„Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Jeśli ziarno pszenicy, wpadłszy w ziemię, nie obumrze, zostanie samo jedno, ale jeśli obumrze, przynosi plon obfity.” (J 12,24) Czterdziestka coraz bliżej. I ciśnienie coraz większe. Bo kobieta czterdziestoletnia to podobno taka, która „coś już światu pokazała” – takie stwierdzenie gdzieś kiedyś znalazłam i armia korników zaczęła ryć mózg. Bo czterdziestka… Czytaj dalej O tym, jak słowo stało się ciałem (i niech nim pozostanie)

2022 – get the party started

„Poprzedni esej był poświęcony językowi; ten będzie o wyrażaniu czegoś i o odwadze do posiadania opinii. Do wyrażenia tej opinii. Oraz do stawiania pytań” No to Houston, mamy problem – pomyślałam w pierwszym odruchu przy czwartym rozdziale „Zdjęć z duszą” Davida duChemina. Wiecie – pesel mi się zaczyna od cyfr osiem trzy, a w tym… Czytaj dalej 2022 – get the party started

…uwaga, materiał może zawierać treści drastyczne i nieodpowiednie…

Wczoraj była któraś niedziela Adwentu. Nie wiem która, serio. Bo myślałam oczywiście o stu innych rzeczach, a że jest Adwent… no faktycznie... to może jak Scarlett pomyślę o tym jutro. I po wieczornej aferze ze Starszym, kiedy ten już spał, a Młodszy spać uparcie nie chciał, przez co szlag mnie już trafiał coraz jaśniejszy, pomyślałam… Czytaj dalej …uwaga, materiał może zawierać treści drastyczne i nieodpowiednie…

Less is more, czyli pan Mies van der Rohe znowu ratuje świat przed zagładą.

Można ocipieć. A można też nie. Choć to ostatnie to dosyć spore wyzwanie. Narodowa kwarantanna (tak to się chyba oficjalnie nazywa) trwa już około półtora miesiąca. Z racji bycia aspołecznym dzikiem brak życia towarzyskiego specjalnie mnie nie boli. Ale zawieszenie wszystkich zajęć i eventów, w których udział brałam lub brać zamierzałam, wcale a wcale mi… Czytaj dalej Less is more, czyli pan Mies van der Rohe znowu ratuje świat przed zagładą.

Co i po co

Tym razem nie będzie podsumowania. Końca dobiegł najkoszmarniejszy jak dotąd rok mojego życia. I choć końcówka była w sumie całkiem okej, choć owoce tych miesięcy wydają się być dobre i stwierdzam z satysfakcją, że granice mojej wytrzymałosci okazały się leżeć dalej niż przypuszczałam, konkretnych wydarzeń i sytuacji wolę nie pamiętać. Chętnie natomiast wymienię w kilku… Czytaj dalej Co i po co

Oskar Hansen i kiszona kapusta, czyli koniecznie wpadajcie do MOM

Dwa schodki pod górę na kładkę nad targiem. Jeżeli idziemy głównym pasażem. Bo jeśli od Wileńskiej, to schodów dwie serie. Czy tak, czy inaczej na kładce na prawo, pod markizę z krawcem i fryzjerskim stuffem. Następnie drugie wewnętrzne drzwi i oto jesteśmy w świątyni LSM. Co prawda zamiast woni kadzidła otoczą nas raczej zapachy sezonowych… Czytaj dalej Oskar Hansen i kiszona kapusta, czyli koniecznie wpadajcie do MOM

Wielka płyta i eschatologia. Rozkmina z Lublina.

Siedzę właśnie w dawnym Rugby, a obecnej Kawie i Ławie na osiedlu Krasińskiego, w wiadomym mieście po wschodniej stronie Wisły. Swego czasu ulubiona miejscówka do gadania i tańczenia dla mnie i moich najbliższych znajomych, teraz odwiedzana przez nas już dużo rzadziej i bardziej ze względów sentymentalnych. Tak jak chociażby planowane na jutrzejszy wieczór i sentymentalne… Czytaj dalej Wielka płyta i eschatologia. Rozkmina z Lublina.