2022 – get the party started

„Poprzedni esej był poświęcony językowi; ten będzie o wyrażaniu czegoś i o odwadze do posiadania opinii. Do wyrażenia tej opinii. Oraz do stawiania pytań”

No to Houston, mamy problem – pomyślałam w pierwszym odruchu przy czwartym rozdziale „Zdjęć z duszą” Davida duChemina. Wiecie – pesel mi się zaczyna od cyfr osiem trzy, a w tym wieku to już by człowiek chciał być w miarę określony. I nie mówię tu już nawet o tak zwanym życiu osobistym oraz zawodowym czy dojrzałości mentalnej i emocjonalnej (choć to ostatnie też by było fajne). W tej akurat chwili mam na myśli tak zwany światopogląd. Pogląd na świat ten oraz tamten. Opinie, konkrety, mocne przekonania. A ja tymczasem stwierdzam z konfuzją, że im lat mam więcej, tym skromniejszym zasobem opinii dysponuję. „No bo z jednej strony…, ale kurczę z drugiej…”.

Serio – gdybyście jeszcze kilka lat temu zadali mi pytanie z działki „światopogląd” lub spytali o radę w jakiejś sprawie życiowej, odpowiedź mielibyście niemal na pniu. Single i małżeństwa, młodzież i dorośli, osoby świeckie i konsekrowane, matki, żony oraz kochanki – zapraszam na darmowe warsztaty i konsultacje. Ach, no po prostu wiedziałam, jak żyć.

Ale się przeprowadziłam.
Ale zostałam żoną.
Ale zostałam matką.
Różnych ludzi poznałam, sporo rozmawiałam.
I – jak to mówią – życie zweryfikowało.

Coraz trudniej też było jechać dalej na wyparciu i udawać przed sobą oraz przed innymi, że nie, że w ogóle nie mam tych różnych rozkmin w temacie mojej wiary, które uwierają mnie jak cholera, a które boję się dotknąć nawet dwumetrowym kijem w obawie, do czego może mnie doprowadzić spójny i konsekwentny tok rozumowania. Jeżeli wychodzę od błędnych przesłanek albo krzywo zrozumiałam coś tam po drodze, no to uff i całe szczęście.
Ale co, jeśli jednak nie?

I tak parę lat to trwało, aż w końcu kamień w bucie zaczął gnieść zbyt mocno. W imię uczciwości i wewnętrznej spójności nadszedł czas, by wreszcie zabrać się za temat. By nakłuć grubą ścianę mojej dotychczasowej bańki mentalnej, by zabełtać w bajorku, wsadzić łapę we flaki.

„…o odwadze do posiadania opinii. Do wyrażenia tej opinii. Oraz do stawiania pytań…”

Oraz do stawiania pytań.

Skoro opinii aktualnie zbyt wielu nie posiadam ergo temat odwagi do ich wyrażania jest zgoła jałowy, zdobędę się na odwagę, by zadawać pytania.

I zaczęłam się zdobywać. Szperać, szukać, rozmawiać, poznawać. I wiecie, co jest fajne? Że to, czego doświadczam na tym życia etapie, to nie żadne zagubienie, żadna utrata gruntu pod nogami.
Nie. To, co teraz przeżywam, to zaj*bista ciekawość. Ciekawość światów, do których dotychczas nigdy nie zaglądałam. A teraz wreszcie zaglądać zaczynam i normalnie aż chce się rano wstawać i iść dalej, i szukać i w szukaniu nie ustawać.

Nie, to nie jest zagubienie. Owszem, chcę poznać, odnaleźć, mieć pewność jak beton. Mieć wreszcie swój mentalny adres zamieszkania. Przyjmuję jednak, że akurat teraz moim miejscem nie jest żaden konkretny, stabilny punkt w przestrzeni, ale raczej wektor, droga, pytanie i szukanie.

Przyjmuję to i powiem Wam, że jaram się cholernie.

Nie, no dobra – trochę też się boję.

A właściwie to boję się jak cholera. Boję się, że przesłanki okażą się słuszne, tak jak i wnioski z nich wyprowadzone. Wtedy trochę lipa. Ale jest również szansa, że nie. Idę więc w to dalej, a zatrzymanie się jest w tej chwili organicznie niemożliwe. Wsiadłam już do pociągu i chociaż nie znam nazwy stacji końcowej, to mijam po drodze takie widoki, że jadę w tę podróż choćby dla niej samej.

Jest ciekawie.

Stay tuned.

Dodaj komentarz