…uwaga, materiał może zawierać treści drastyczne i nieodpowiednie…

Wczoraj była któraś niedziela Adwentu.

Nie wiem która, serio.

Bo myślałam oczywiście o stu innych rzeczach, a że jest Adwent… no faktycznie… to może jak Scarlett pomyślę o tym jutro.

I po wieczornej aferze ze Starszym, kiedy ten już spał, a Młodszy spać uparcie nie chciał, przez co szlag mnie już trafiał coraz jaśniejszy, pomyślałam sobie, że sobie pomyślę (na szczęście Młodszy Młody wreszcie zaczął więdnąć, przez co warunki do myślenia zrobiły się korzystniejsze).

Gwiazdki, bombki, brzuchate Mikołaje. Prezenty, światełka, pluszowe renifery. Zapachy szarlotki, aromat piernika, grzane wino z goździkami, brokatowe pocztówki. Tylko że do cholery te osły w Stajence szarlotką pachniały raczej niekoniecznie. Piernikami raczej też nie za bardzo. Według moich przypuszczeń – jak to zwykle w stajni – obecny tam inwentarz raczej stał i sr*ł i to pewnie było czuć. Bo jakoś niespecjalnie mi się wydaje, żeby ktoś, kto nie chce wpuścić do domu rodzącej kobiety, dbał, by jego zwierzątka miały przytulaśnie.

No więc w tej Stajence za czysto nie było – śmierdziało pewnie odchodami i gnijącą słomą. A Bóg zamiast zatkać nos i odwrócić się z obrzydzeniem urodził się właśnie tam. Przyszedł na świat w brudzie i zwierzęcym smrodzie. Wszedł w ten cały syf i to tam się objawił. I przyszli tam do Niego nie tylko pasterze – przyszli też wielcy magowie ze Wschodu i oddali Mu pokłon przy tym żłobie z sianem, uznając wyższość tego, co tam odnaleźli, nad sobą i swoją ludzką wiedzą i mądrością. Wszyscy oni przyszli do tej brudnej stajni, bo poczuli, że dzieje się tam coś niezwykłego. Że pojawił się tam Ktoś wyjątkowy, Ktoś, do kogo warto wędrować grube kilometry. Bóg narodził się wśród zwierząt w brudzie i paskudzie, a Jego obecność przyciągnęła i prostych pasterzy i wielkich magów Wschodu.

I tego na te Święta Wam i sobie życzę. Nieważne, w jakim gnoju kto z nas teraz stoi – niech On tam przyjdzie i tak zajaśnieje, że i nas wypełni, i jeszcze rozleje. I ludzie się zaczną schodzić i z lewa, i z prawa, bo wydarzy się w nas mocno niezwyczajna sprawa. I że co to jest takiego i że oni też tak chcą – i kończę, bo wkręca mi się chyba jakiś dziwny flow.

P.S. Ale szarlotkę też sobie zjedzcie.

P.P.S. Krzychu właśnie zaczął przedświąteczną przepierkę.

Dodaj komentarz