Odkąd tylko pamiętam, od dzieciaka młodego, wszelkim przyjemnym nowościom w moim życiu towarzyszyło równie przyjemne uczucie. Coś jakby otworzyć szeroko okno w słoneczny, letni, pachnący dzień. Takie miłe mrowienie, świeżość i ekscytacja. Nawet, gdy jego przyczynie zdarzyło się na chwilę wylecieć mi z pamięci, uczucie to nadal siedziało mi na plecach smyrając przyjemnie i złażąc dopiero, gdy jego przedmiot już mi spowszedniał.
No właśnie – przedmiot. Bo przez długi czas chodziło w tym wszystkim głównie o przedmioty. To odświeżające uczucie nowości pojawiało się i znikało według klucza: przedmiot nowy – start, przedmiot spowszedniały – stop i do widzenia. Tymczasem kilka dni temu zdałam sobie sprawę, że od pewnego czasu mam to permanentnie. Siedzi, siedzi i nie złazi. Praktycznie bez przerwy oddycham miętą i widzę moją codzienność w stylówie colour pop. O co tu chodzi, w czym tkwi przyczyna.
Otóż pochylając się nad tematem zauważyłam z całą jasnością, że triggera opisanego powyżej uczucia nie stanowią już wyłącznie przedmioty materialne, gotowce dostarczone z zewnątrz i kupione za hajs. W tej chwili dobre siedemdziesiąt procent to moja własna autorska produkcja i coraz głębsze dłubanie w życiu. Każda jedna nowa i udana fota, każda jedna trasa zrobiona autkiem, każde jedno nowoodwiedzone miejsce. Nowopowstała babska fotogrupa z Tczewa, do której dołączyłam pod koniec września. I cała kupa nowych pomysłów, jak brać w łapy rzeczywistość i malować ją w coraz żywsze kolory.
No więc biorę i maluję. Okna pootwierane, pachnie świeżym powietrzem, po plecach mrówki biegają w te i we wte. A ja zamiast paść je na gotowcach za hajs daję im do dziobów tani i ekologiczny wikt produkcji własnej.
I w sumie tak trzymać i piniondz oszczędzać, bo zewnętrznych lamp błyskowych darmo nie rozdają.
P.S. A propos tej produkcji, twórczości i innych tam takich – poniżej jedna z moich najpiękniejszych Emilek. Pięknych Emilek zrobiłam w sumie ilość całkiem słuszną, ale ta jest taka kolorowa, świeża i soczysta, że to właśnie ona musi się tu znależć.
No to ją dajemy.
