Karna szarlotka zrobiona, karne brownie też. Szarlotka poniżej, brownie już zeżarte.

Na dniach będzie jeszcze jakiś karny sernik, bo znowu nie było wpisu w terminie – trochę życie, trochę leń.
Za to dzisiaj o czymś, co się porobiło i co cieszy mnie bardziej niż sto kilo ciasta.
Otóż.
Pisałam już kiedyś z Marcinem w bebechach o wnioskach z okresu ciążowej abstynencji. Że lepiej znam siebie i wiem, co chcę robić. Oraz czego robić raczej już nie chcę. Kiedy czuję się prawdziwa, a kiedy to nie ja, tylko sztuczne emocje po alkoholu. Słowa, których na trzeźwo bym nie wypowiedziała, sympatie, których na sucho nie czuję. Nienaturalna dla mnie wylewność i ten kretyński półuśmiech w lustrze. Znieczulanie się w sytuacjach dla mnie niewygodnych zamiast wchodzenia w nie mądrze, z godnością i prostym kręgosłupem lub nie wchodzenia w nie w ogóle jeżeli nie ma akurat takiej konieczności. I coraz większe poczucie żenady, gdy szum w głowie mija, a ja na powrót zaczynam być sobą. Wstyd za te wszystkie kretyńskie śmiechawki, za to, że moje słowa żyły własnym życiem. Że pomimo bycia dorosłą kobietą nadal chodzę w nieswoich butach i ciuchach uszytych na kogoś innego. A do tego doszło jeszcze odkrycie, że skoro tak wiele moich odczuć po procentach to nie prawda tylko piana, to pewnie podobnie jest też u innych. Przestałam zatem traktować poważnie jakiekolwiek wynurzenia osób naciętych. Skoro moje są wtedy tak nadmuchane, to ich prawdopodobnie mniej lub bardziej też.
Jeżeli jednak stajemy już w prawdzie, to stańmy w niej może na obu nogach, a nie kicajmy śmiesznie na jednej. Przez większość tego czasu czekałam na moment, kiedy będę wreszcie mogła znowu się znieczulić. Poczuć większą śmiałość, znów umieć rozmawiać. Żeby to, co przeszkadza, przeszkadzać przestało, byle choć przez chwilę mniej uwierało. Byle nareszcie znów się wyluzować, byle tak się nie bać i znowu się śmiać. Panakeja z Olimpu czy African Queen. I czy w snifterku tym na długiej nóżce, czy może jednak w tym niższym, pękatym – po tych wszystkich miesiącach należy mi się jak psu.
Marcin się urodził i… ej, kurde, serio?
Czasu na swoje rzeczy nie mam zbyt wiele. Ten, który znajduję, jest zatem zbyt cenny, by przepierniczać go na niemożności. Niemożność pisania, bo wątek się rwie i nie wiem, które myśli są naprawdę moje. Niemożność edytowania fot w Photoshopie, bo suwak mi się przesuwa na lewo i prawo i nijak nie idzie trafić właściwej wartości. Niemożność podniesienia hantla jak trzeba, bo mięśnie wiotkie i ręce lecą w dół. Niemożność bezpiecznej jazdy na rowerze, bo wezmę nie wyhamuję i plask pod samochód. A o niemożnościach związanych z samochodem to już w ogóle nie ma co pisać. No i niemożność dzielenia się prawdziwą sobą – bo które z moich myśli są faktycznie moje? Do tego mam jeszcze kilka fajnych pomysłów, do których też potrzebna jest przytomna głowa.
Przy czym to nie jest do końca tak, że ja na to piwo/wino/cydr whatever już nic a nic nie czuję ochoty. Ochotę nieraz czuję, czuję jak najbardziej. Tyle że więcej niż góra trzy łyki kompletnie przestało mi się kalkulować. Za dużo jest fajnych rzeczy do zrobienia, żebym miała na własne życzenie sobie w tym przeszkadzać. I z reguły w ogóle czuję się zbyt fajnie żeby widzieć sens w zmienianiu sobie świadomości.
No i jeszcze jedno: czy naprawdę chcę, żeby mój syn musiał żenować się swoją mamą? Żeby mama nagle stawała się wylewna jak nie ona, żeby patrzyła na niego podmętniałym wzrokiem i uśmiechała się tym półuśmieszkiem przyklejonym na sztywno po lewej stronie ust? Żeby myślał, że na sucho nie da się fajnie z ludźmi pogadać, żeby zamiast twórczo przeżywać swój czas wybierał siedzenie i głupie chichawki, bo to nie wymaga specjalnej inwencji? Nie chcę, nie chcę i jeszcze raz nie chcę.
I dlatego trzy łynie to ostatnio u mnie max. YOLO, raz się żyje, a czasu wiele nie ma. Po co więc jeszcze się z niego okradać.
też chcę karną szarlotkę!:)
PolubieniePolubienie
Słowo się rzekło i jeszcze jedno karne ciacho wisi mi nad głową. Zapraszam więc do Gdańska – co dwie paszcze, to nie jedna 😉
PolubieniePolubienie
Ślinka leci!
PolubieniePolubienie
Ślinka leci! 🙂
PolubieniePolubienie
https://www.domowe-wypieki.pl/przepisy/ciasta/812-prosta-szarlotka
Polecam – świetna! 🙂
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Prawdę rzeczesz. Ani czasu na picie, ani ochoty – co te dzieciaki robią z matkami! pozdrawiam 🙂
PolubieniePolubienie