Dwa miesiące w nowym domu. Takim już na serio naszym. Cmentarz Srebrzysko, szpital psychiatryczny, nagrobki-granity, krematorium „Zieleń” – okolica taka, że memento mori unosi się w powietrzu niczym kwietna woń. Inne vanitasy również czają się u wrót – zwłaszcza dzisiaj, gdy kończę trzydzieści cztery lata.
A tak już serio, to cmentarz cmentarzem, psychiatryk pod nosem zawsze warto mieć; nagrobki za zakrętem również mi nie wadzą. Bo fakty są takie, że im tych lat więcej, tym mocniej czuję życie i bardziej się nim jaram. A już zwłaszcza teraz po tej rzeźni z ciążą.
I jeszcze do tego w głowie posprzątane. Tak jak tutaj po lewej chaos i rozpierdziel, tak po prawej większość śmiecia poszła precz.

Syf z podłogi wymieciony, pudła do piwnicy, przestrzeń czeka niecierpliwie na wniesienie mebli. Owszem, gdzieś się wala jakaś siatka z biedry, pod ścianą jakieś listwy i ostatnie kartony. Trochę pustych flaszek, dwa hantle od czapy. Jednak nawet gdy te także zostaną sprzątnięte, nawet gdy wszystkie meble już tu staną, perfekcji raczej nigdy nie uświadczysz – zawsze coś się znajdzie na nieswoim miejscu, trochę się zakurzy, zniszczy i uświni. Mimo to pokój będzie, jaki być ma. I będzie się w nim mieszkać, i będzie się nim cieszyć, i wracać do niego z czystą przyjemnością (P.S. – tak, to nasza chata).
W mojej głowie teraz dokładnie to samo. Wywaliłam śmieci, zamiotłam podłogę. Przemyślałam temat i wiem już, jakie meble chcę. I zaczynam ustawianie. Wiem już – co, wiem już – jak i od czego zacząć całą imprezę.
A jaki może być lepszy moment na początek, jak nie pierwszy stycznia tudzież dzień urodzin. Zaczynam więc zadanie na najbliższy rok – od razu będzie prezent na trzydziestkę piątkę. Raz w tygodniu jeden wpis (jeśli więcej – jeszcze lepiej), raz w tygodniu fota. I teraz uwaga. Brak wpisu i/lub foty równa się jakieś karne gotowanie. Smażenie, pieczenie, duszenie, whatever. Nienawidzę jak zarazy. A mąż niestety lubi domowe jedzonko. Będzie więc zapewne mile zaskoczony. Zaś jako dowód odbytej pokuty można by tu wrzucić jakiś jej obrazek. Tym sposobem plus sto do pro w fotografii kulinarnej. Co by więc nie zrobić, ktoś na tym skorzysta.
O, to może na zachętę „Julie i Julia” dzisiaj do kolacji (żartuję – kolacja to chapnięcie czegoś gdzieś w przelocie. I jeśli już, to teraz raczej „Towarzysz detektyw”).
Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz.
J.K. Rowling
,,psychiatryk pod nosem zawsze warto mieć” :))) no. dobrze powiedziane.
PolubieniePolubienie
Przezorny zawsze ubezpieczony 😉
PolubieniePolubienie