Się cholera porobiło.

No to będą niezłe jaja.

A właściwie to już są.

Z dnia na dzień odstawiłam różowe tabletki. Łykane codziennie przez dziesięć lat. Bez stopniowego zmniejszania dawki, bez trzymania za rączkę i głaskania po główce, oswajania się i sprawdzania, czy wytrzymam bez. Nie ma co sprawdzać, bo wytrzymać muszę. Choć bym płakała, choć bym wierzgała, prochów brać nie mogę i mogła nie będę. Na szczęście nie w sensie, że dożywotnio. Nie, że ban na amen i zasiek pod prądem. Ale przez czas najbliższy i ten trochę dalszy pudełko mogę oglądać wyłącznie od zewnątrz.

Nie pytajcie, jak się czuję. Powiem tylko tyle, że stuknęło od razu. Rozjeżdżam się jak zwierzak na tafli lodu – ten z filmików na youtube, ten od głupich min. Jeden krok, góra dwa – i plask dupskiem o podłoże.

A weź jeszcze potem wstań.

Ale czasem się udaje. I jak już wstanę, to staram się stać, staram się iść i nie rozglądać się zbytnio na boki. A kiedy czuję, że kanar znów blisko, biorę się za fraki i dokładam starań, żeby nóżki stawiać równo i ogólnie w miarę sensownie trzymać się w kupie. Jedna nóżka, za nią druga, spokojnie, rozważnie – chodzenie po lodzie to nie Wyścig Pokoju; nie gap się na boki, patrz prosto przed siebie, tam się w słońce patrz. W słońce, nie pod nogi, bo ci się popieprzy i znów lądowanie nie tam gdzie potrzeba.

I tak codziennie już od tygodnia. Czy półtora nawet. Niby może nie tak długo – bywało znacznie dłużej, naprawdę. Tak już jednak przywykłam do permanentnej podjary życiem, do stanu, w którym zaciesz to moje drugie imię, że budząc się teraz w takiej czarnej d…ziurze przeżywam jednak co rano spory szok poznawczy. I chodzę przez dzień pospinana na agrafki, z poczuciem, że zaraz wszystko popęka i tak się wyłożę, że teraz to już chyba serio nie wstanę.

A wstać chcę. Chcę jak cholera. I znów się jarać jak do tej pory. I będę pisać i robić foty i skręcać kark w stronę słońca że aż będzie chrupało. I następny wpis będzie bardzo niedołowy, chociaż prosto z bunkra. A nawet dwóch.

W załączeniu radosna fotka z niedzielnej wycieczki.

img_2369_1

Dodaj komentarz