Taki lajf

No więc dobrze. Stańmy w prawdzie. Miało być o życiu? No to będzie, proszę bardzo. Przed Państwem życie trzydziestotrzylatki, która ewidentnie sobie z nim nie radzi.

Rano ledwo wstaje, co chwilę coś gubi i niszczy w afekcie sprzęty domowe.

Bez afektu z resztą też.

Czym działa na nerwy swojemu mężowi (a on jej, choć czym innym).

Ludzi raczej lubi. Jeśli są w promieniu ≥ mila.

Albo sto.

Serio chce i w mniejszym, ale nie wychodzi. Z tym, że ta mizantropia to głównie nieśmiałość. No i oczywiście trochę kompleksy.

Albo bardzo.

Codziennie postanawia, że od jutra się ogarnie. Emocje adekwatne do wieku i wykształcenia, plan dnia realizowany rzetelnie punkt po punkcie, zdrowy styl życia, kwitnący intelekt, spokój i pełna samokontrola.

Tymczasem w poniedziałek komp pracowy został w domu, we wtorek w pracy został telefon, środa i czwartek godzinne spóźnienie, w piątek kolejna ostra spina z mężem, a w weekend trzeba odespać wszystko do południa.

Moje ambitne zamiary vs. rzeczywistość.

Może następnym razem będzie zdjęcie smoothie.

 

Dodaj komentarz