Czterdzieści i trzy.
Kilo.
W ubraniu.
Bez ubrania jeszcze mniej.
Takie drobne istotki niezbyt są przyczepne i niezbyt im łatwo trzymać się podłoża.
Ja jednak próbuję i próbować będę. Bo fajne to uczucie, kiedy wychodzi.
A dążąc do równowagi między ziemią a Niebem, między realem a wytworami mojej fantazji będę sobie pisać o rzeczach przeróżnych.
Dzień dobry, tu Marysia.